Jechałam sobie niedawno autobusem, ot tak, zwyczajnie, w środku dnia. Ludzi było sporo, ale nie jakoś przesadnie dużo, więc nawet trafiłam siedzącą miejscówkę. Jadę sobie jadę, a że nie zabrałam słuchawek, to słuchałam kakofonii dźwięków wydawanej przez autobus, swoją drogą brzmiał jakby w połowie dnia miał już dość i narzekał, że zaraz ostentacyjnie rozpadnie się na środku skrzyżowania. Stwierdziłam, że dłuższe wsłuchiwanie się w mechaniczne jęki może mi uszkodzić słuch, więc przestroiłam się na inny kanał. Ja wiem, wiem, podsłuchiwanie to brzydka rzecz, ale jak osoby obok rozmawiają głośno i wyraźnie, nie kryjąc się z tematem, to to chyba zbrodnia nie jest, nie? W każdym razie wciągnęła mnie ta historia. Rzecz była o walce o przestrzeń życiową. Mianowicie, na jakimś osiedlu trwa zażarty spór właścicieli samochodów z mieszkańcami bloku pod którym parkują W okolicy podobno nie ma parkingów i każdy skrawek terenu nadający się do pozostawienia samochodu jest cenny. Znam ja takie zakątki, znam, toczą się tam dosłownie wojny podjazdowe. Tutaj miejsce się znalazło, pod blokiem, tyle, że mieszkańcy tegoż budynku (a założę się, że są wśród nich także kierowcy zaparkowanych aut) zaprotestowali. Jako, że cywilizowane negocjacje nie dały rezultatu pomysłowe osóbki zaprotestowały w oryginalny sposób. Zawiązał się prawdziwy ruch oporu, podwórkowa mafia wkroczyła do akcji… I tak na karoserii zaparkowanych aut lądują ponoć różne odpadki, jakiś pomysłowy człeczyna lał z okna rozpuszczalnik, a zawzięta babcia, niczym prawdziwy ninja robiła nocne wypady z kluczem w ręku i rysowała karoserię… Zgroza… nie wiem niestety co na to kierowcy, czy ubezpieczenie pokrywa chuligańskie szkody i czy opłaca się je zgłaszać. Tak, czy inaczej zniszczenie mienia przekraczające wysokość kilkuset złotych powinno być jak na mój rozum zgłoszone na policji… No dobra, dobra, wiem w jakim kraju żyję, wiem, że sąsiedzkie porachunki, jakie by nie były, to sprawa na tyle skomplikowana, że jej rozwiązanie lepiej zostawić lokalnej społeczności. W każdym razie podróż minęła mi szybko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz