środa, 20 października 2010

Pokochałam poranki!

Do pokoju wkradła się lekka szarość jesiennego poranka… Skrawek zamglonego nieba jest ewidentnie senny. Nie zachęca do ruszenia w świat.
Wiem, że już czas wstać, wiem, ale nie mogę, po prostu nie jestem w stanie, jest mi zbyt dobrze, właśnie tu i teraz, jeszcze chwila, jeszcze kilka minut… Wtulam się w pościel, ale to nie jej miękkość trzyma mnie w swojej mocy… To Twoje ramię wokół talii, Twój spokojny oddech na karku… Z żalem się z nim rozstaję… Kolejny już raz. Teraz wiem, jestem pewna, że właśnie tego chcę. Jeszcze rok temu nie śmiałabym marzyć o takim spokoju, o takiej miłości, a teraz nie mogę się nacieszyć. Ale sza… Cicho sza, bo zazdrość ludzka zatruwa, zazdrość sączy jad… Cicho więc, cicho serce moje, ciesz się tam w środku, wybijaj wesoły rytm, ale pozwól mi zamknąć tą radość w bezpiecznej, wolnej od złych spojrzeń przestrzeni, gdzie będzie rosła w siłę.
Powietrze jest ostre, nocny przymrozek jeszcze w nim wiruje. Lepka mgła próbuje wśliznąć się pod szalik… Nie czuję chłodu, stawiam kroki tuż tuż nad ziemią… Łapię się na tym, że nucę pod nosem, wariatka! … Tak się czuję… wiosennie w samym środku jesieni.

1 komentarz:

Some girl pisze...

To jest niesamowite:) Przezywam praktycznie to samo :) I gdy go nie ma obok mnie nie moge dlugo zasnac! A jak on mnie przytuli, jak obejmie, to wszystko znika, wiruje caly swiat, a ja jestem szczesliwa ! ;)