środa, 7 października 2009

Szpilą w bruk.

Jak wiadomo niektórym, a innym nie wiadomo, nie mam samochodu. Nie płaczę jednak, gdyż jako mieszkanka dużej i jako tako skomunikowanej aglomeracji poruszam się całkiem sprawnie po moim rewirze.
Czasami jednak życie pasażera komunikacji miejskiej bywa ciężkie. I tak pozwolę sobie dać wyraz memu oburzenie, że kolejny doskonale pasujący mi autobus skasowali. Efektem tego, by załatwić kilka spraw papierkowych, muszę udać się na spacer na odcinku około 4 przystanków… Mogę też jechać dwoma autobusami, ale taki pomysł przyprawia mnie o histeryczny śmiech, bo szybciej dojdę na piechotę. Normalnie to nie jest problem, bo bardzo lubię spacery. Choć czasem mogłabym skrócić czas podróży korzystając z czegokolwiek, to wolę te kilkaset metrów przejść… O ile mam po czym chodzić. Tutaj niestety mamy kolejny problem. Na przykład ostatnio na mojej trasie z domu do pracy wyrosły mi cztery przeszkody terenowe. Pod blokiem kładą nowy chodniczek, od dwóch tygodni, na odcinku kilkunastu metrów… To było raz. Dalej jest budowa, co by nic na głowę przechodniom nie spadło – urocza trasa naokoło. To dwa. Dziś okazało się, że kawałek za budową są wykopy – kolejny zakos. To trzy. No i jako, że jest taki dzień jaki jest – pod pracą pikietuje urocza i doskonale mi już znana ekipa demonstrantów. Zajmują cały chodnik. To cztery. Co do demonstrantów, to jesteśmy już na „dzień dobry”. Poglądy wesołej gromadki są mi dalece obce, niemniej doceniam pomysł, wykonanie i kulturę. Pewnego zimnego popołudnia wyżej wspomniani zaproponowali mi nawet grochówkę która wesoło bulgotała na dyżurnym kocherku. Pewnie była pyszna, ale śpieszyło mi się do domu. Dobra, wracam do tematu. Nie dość, że bliżej nieokreśleni sprawcy zmuszają mnie do poruszania się sporym slalomem, to jeszcze zmuszona jestem porzucić ukochane efektowne szpilki na rzecz obuwia przystosowanego do poruszania się po wykopach, bruku, kałużach i kompletnie zdemolowanych chodnikach (chyba wrzucę parę fot bo to naprawdę ciekawy widok). I bądź tu kobieto elegancka. Nie da się.
P.S. Szpilki czasem noszę, jak przedszkolak, na zmianę w torebce.

1 komentarz:

Unknown pisze...

Hehehehe, albo taki worek jak na kapcie w przedszkolu Ci kupie :P