Kiedyś w niebanalnych okolicznościach przyrody pewien, nazwijmy go górnolotnie, „mędrzec” podjął się analizy charakterologiczno osobowościowej naszego dziwacznego stada. Zaintrygowało mnie to, gdyż bez owijania w bawełnę mędrzec serwował nam dość intymne fakty. W trakcie tej „psychoanalizy” mnie jakoś omijał. Dopiero na prośbę przyjaciela powiedział co sądzi o mojej skromnej osobie „Ty dużo wiesz i dużo rozumiesz”. Ciekawe to było, nie mogę zaprzeczyć. Zapomniał tylko rzucić oklepanym banałem, że wiedza bywa niebezpieczna, czy czymś w ten deseń. Byłaby pełna zgroza.
Z perspektywy, powiem, że pan mędrzec utrafił nader celnie w każdą osobowość. W moją także. Czasem wiem o wiele więcej niż bym chciała, między wierszami wyczytam więcej niż powinnam, albo przypadkiem zauważę coś czego ktoś ujawnić by nie chciał. Czy to rozumiem? Staram się. Czasem mi to wychodzi, a czasem nie. Gdy mam problem z racjonalnym przyswojeniem jakiegoś faktu, czekam, czasem długo, czasem chwilę, ale zawsze gdzieś jest ciąg dalszy i nagle okazuje się, że wszystko układa się w jednoznaczny ciąg logiczny.
Czasem wiem o tym, o czym nie koniecznie chcę. Co z tym fantem zrobić? Czy czyni mnie to współodpowiedzialną za czyjś błąd? Za czyjś ból? Za czyjeś szczęście? To ostatnie jest najmilszą konsekwencją… Czasami niewiedza jest błogosławieństwem. Czasami świadomość prawdy i tak niczego nie zmieni. Czasami wiedza po prostu nie zostanie przyjęta. Nie wiem, czy to rozumiesz, mam nadzieję, że tak.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz