Siedzę sobie komfortowo i buszuję po popularnym portalu społecznościowym
i widzę kłopot. Kłopot ma moja przyjaciółka, osóbka zdolna, dzielna,
samodzielna. Padł jej akumulator i szuka „dawcy” z kablami żeby go reanimować. No
i co? No i posypały się męskie dobre rady, o odpalaniu na pych (przy pomocy
brata), o prostowniku i przedłużaczu i inne jakieś takie… ale żaden kolega zmotoryzowany
się nie znalazł, wszystko bez samochodów. Cóż. Na pych ni poszło, mimo iż
rzeczony brat jest silnym dużym chłopem. Ewidentnie trzeba działać spod maski. Odzewu
w tej materii brak. No to cóż, no to się piszę. W końcu mojej mamie nie raz się
zdarzało zostawić samochód na światłach, ba, mnie też raz padł akumulator w
rodzinnej rutututni, zatem praktykę mam, kable mam, czas też znajdę, zatem w
sobotni poranek szykuje się nam akcja ratunkowa. Dam znać jak poszło!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz