W kuchni mamy ciepłą, barwną jesień. Jakoś tak się w tym roku ułożyło, że właśnie tu zrobiło się naprawdę przytulnie. Zawsze lubiłam moją kuchnię, choć teraz urządziłabym ją nieco inaczej, to i tak doskonale się w niej czuję i lubię w niej spędzać czas. Uwielbiam wspólne gotowanie, zwłaszcza, że z R doskonale bawimy się przy tej okazji. Niektóre osoby jak biorą się za pitraszenie to wolą własnoręcznie przygotować wszystko od początku do końca. My jakoś tak współdziałamy, że nawet nie trzeba się umawiać co kto robi, to się dzieje i już. Robimy coś pysznego. Ostatnimi czasy tak nas poniosło, że poza winem naprodukowaliśmy kilka nalewek. Do tego dostaliśmy kilka słoików przepysznej marynowanej papryczki od mamy R, a moja mamcia przywiozła mi z działki bukiet miechunki (miechunka rozdęta) która ma piękne pomarańczowe owoce, niby wydmuszki. Wisi sobie teraz na kuchennym oknie i razem z karafkami pełnymi nalewek, papryczkami i Banaczkiem wina poniżej tworzy bardzo ciepłą i urokliwą kompozycję. Dobrze mi w takim otoczeniu. Domowo, serdecznie, miękko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz