Zawsze uwielbiałam cmentarze. Nie czuję się na nich ani obco, ani niespokojnie. Pewnie dlatego, że stosunkowo późno zaczęły mi się kojarzyć ze stratą, choć zawsze wiedziałam, że są miejscem ostatniego spoczynku naszych bliskich. Mimo, iż doświadczyłam już bólu jaki niesie ze sobą śmierć członka rodziny, wciąż lubię nekropolie. Szczególnie we Wszystkich Świętych, gdy wokół płoną tysiące zniczy, słodki zapach barwnych chryzantem miesza się z chłodnym aromatem jesieni i rześkie powietrze niesie ze sobą coś… przeszłość, przyszłość… jakby na chwilę znikał czas.
Jako dziecko nie mogłam się doczekać tego dnia. Wybieranie wiązanek, kwiatów, zniczy, wszystko to budowało nastrój radosnego oczekiwania. Na co? Na tą chwilę gdy draska zapałki rozświetla się żywym ogniem, ogniem, który powoli obejmuje knot świecy i zapalony znicz, ciepłe światełko, jest gotów by rozświetlić pamięć o tych, których już z nami nie ma. Uwielbiałam te chwile, pełne nieziemskiego ciepła. Czułam i nadal czuję w tym momentach bliskość moich przodków. Nie tylko ich zresztą. Mam taki zwyczaj, który kultywuję co roku. Zapalam znicz na opuszczonym grobie, dla kogoś, o kim inni, z tych, bądź innych powodów zapominają… I niezmiennie, jak co roku, czuję ciepło w sercu.
Od dziecka lubiłam też, gdy przy rodzinnych pomnikach spotykaliśmy się z dalszymi kuzynami. Pośród rozmów łowiłam opowieści dziadków o tym kim byli ich rodzice, rodzeństwo, koledzy, te momenty były jak niesamowita wyprawa w przeszłość. Po odwiedzeniu grobów zawsze zbieraliśmy się na wspólny obiad i opowieści płynęły dalej… Powoli wypały się, jak świece…
Zawsze zadziwia mnie jak niedaleko w przeszłość sięga nasza pamięć. Wiemy kim jesteśmy, kim są nasi rodzice, dziadkowie, czasami i pradziadkowie, ale tutaj, na tym pokoleniu z przełomu XIX i XX wieku nasza pamięć często zanika. Powoli zaciera się historia rodziny i z pokolenia na pokolenie coraz trudniej ją odtworzyć… Da się to zrobić, wspólnym wysiłkiem i na pewno warto…
Takim monumentem ku pamięci dla mnie nagrobki, krypty, mauzolea. W moim odczuciu one są stawiane właśnie dla żywych, nie dla umarłych. Rozumiem ideę godnego pochówku, zgodnego z wiarą, czy kulturą i popieram ją całym sercem, ale… Wielobarwne marmury, dostojne granity, pięknie zdobione litery, ciepłe fotografie w odcieniach sepii, to wszystko ma zatrzymać w pamięci żywych obraz tych, którzy są już po drugiej stronie. Im wystarczy tylko i aż: ciepły płomyk naszej krótkiej ludzkiej pamięci.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz