poniedziałek, 3 października 2011

Veni, Vidi, Vino!!!

Tyle się ostatnio dzieje, w pracy, w domu, wśród przyjaciół i znajomych, że nawet nie mam chwili czasu żeby usiąść i napisać kilka słów na blogu. A jest o czym pisać, jest. Aktywna ta jesień. Nie wiem nawet od czego zacząć, więc żeby na wstępie było lekko i przyjemnie to będzie o winie.

Po 2 latach przerwy wróciłam do domowego wytwórstwa i razem z R. nastawiłam wino. Nasze Pierwsze Wspólne Wino. Czujecie emocje… Uwielbiam robić coś wspólnie z nim, coś twórczego, cokolwiek. Wspólne gotowanie jest w czołówce. No a wspólne uprawiane winiarstwo… Musi wyjść i musi być pyszne! Wino będzie z tradycyjnie już „uczciwie kradzionych” winogron. No bo co spadnie na naszą stronę płotu, to w świetle prawa nasze jest. A że zwisało, i już prawie spadało, to żeśmy zebrali… W domku nastąpiło wielkie czyszczenie i ugniatanie! Po łokcie się urobiliśmy, choć pewnie powinniśmy byli po kolana… Nie zmieścilibyśmy się jednak w wiaderku we dwoje. Tak sądzę. Wolałam nie ryzykować. Pyszna zabawa w każdym razie… tyle, ze cała kuchnia się kleiła od słodkiego soku. Potem tylko odrobina wody, cukier i kilka dni spokoju…  A po kilku dniach wielkie odcedzanie! I znów bałagan nieziemski,  przelewanie, wciskanie, w ruch poszły sitka, lejek i  cała gaza jaką miałam w domu. W końcu wino w kolorze malinowym (!?!) zostało zlane do gąsiorków. Teraz bulgocze sobie pod stołem w kuchni i fermentuje dalej. Trzymam kciuki żeby było tak dobre jak Lajak! Też trzymajcie.


 
Na wszelki wypadek R. wziął się jeszcze za produkcję nalewek i okazało się, że mój mężczyzna ma kolejny talent. Kukułeczka była wspólnym pomysłem, wyszła bardzo smaczna, tylko mocna pioruńsko, ciut ją zatem złagodzimy. Za to nalewka miodowo cytrynowa jest po prostu nieziemsko pyszna, idealna w proporcjach i świetnie rozgrzewa. Jesteśmy gotowi na najsroższą zimę!
W planach jest jeszcze jedna nalewka i coś mi mówi, że dziś się za nią zabierzemy!

Na oknie w kuchni pachną zioła i owoce pigwowca, pod stołem bulgocze wino, w salonie rozsypałam kasztany… Kocham jesień!

Brak komentarzy: