Dopadło mnie choróbsko, które z błahego przeziębienia w
przeciągu tygodnia rozbuchało się do zapalenia krtani. Leczenie w moim obecnym stanie to dość
skomplikowana sprawa, internista nic nie
poradził, domowe sposoby zwiodły, został laryngolog, no i koniec końców dostałam jednak antybiotyk.
Najbardziej dotkliwa jest jednak dla mnie cisza.
Moja szósty dzień, odkąd straciłam zdolność mowy, mogę najwyżej szeptać, ale wydawanie jakichkolwiek głośniejszych dźwięków jest dla mnie wykonalne. Samo szeptanie też forsuje mi krtań, więc i z tym muszę się ograniczać. Przez pierwsze dwa dni było to nawet zabawne, taka cisza w domu. Teraz jednak coraz bardziej mi to przeszkadza, zwłaszcza, że mam jeszcze do załatwienia kilka spraw, a nawet telefonicznie nie jestem w stanie tego ugryźć. Czekam więc z utęsknieniem na tą chwilę, gdy znów będę mogła komunikować się werbalnie z otoczeniem.
Moja szósty dzień, odkąd straciłam zdolność mowy, mogę najwyżej szeptać, ale wydawanie jakichkolwiek głośniejszych dźwięków jest dla mnie wykonalne. Samo szeptanie też forsuje mi krtań, więc i z tym muszę się ograniczać. Przez pierwsze dwa dni było to nawet zabawne, taka cisza w domu. Teraz jednak coraz bardziej mi to przeszkadza, zwłaszcza, że mam jeszcze do załatwienia kilka spraw, a nawet telefonicznie nie jestem w stanie tego ugryźć. Czekam więc z utęsknieniem na tą chwilę, gdy znów będę mogła komunikować się werbalnie z otoczeniem.
Martwię się też tym, że infekcja daje się we znaki mojemu
maleństwu. Muszę się wykurować przed wielkim dniem, bo po pierwsze nie
wyobrażam sobie porodu w takim stanie, zarówno osłabienia, jak i milczenia… no i co najważniejsze jest to potencjalne
zagrożenie dla mojego synka…
Giń wirusie wredny!!!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz