wtorek, 7 maja 2013

Śmierć na drodze.


Wczoraj w pobliżu mojego domu miał miejsce fatalny wypadek drogowy. Nagły hałas przerwał wieczorną monotonię, nie było słychać odgłosu hamowania, jedynie głośny huk uderzenia. Na dużym i zdradliwym skrzyżowaniu samochód osobowy skręcając w lewo wymusił pierwszeństwo… Na motocykliście. Ten nie miał szans w starciu ze ścianą stali. W samochodzie wybuchły poduszki powietrzne, kierowca wyszedł zdaje się bez większego uszczerbku fizycznego, ale psychika… Miejsce wypadku natychmiast opadli gapie, ja przez chwilę obserwowałam zajście z balkonu, wyglądało fatalnie. Całe szczęście od razu przystąpiono do reanimacji motocyklisty. W kilka minut na miejscu zjawiła się straż pożarna, policja, ostatnia dojechała karetka. Choć ratownicy zjawili się w przepisowym czasie dla poszkodowanego było za późno. Jego ciało odgrodzono od wścibskich spojrzeń parawanem…

Ktoś na niego czekał, może rodzice, może dziewczyna, może dziecko lub przyjaciele… nie dojechał, a oni jeszcze nie wiedzą, że on nigdy nie wróci. Że ostatnie tchnienie wydał na twardym asfalcie. Zginą nagłą śmiercią. Zginą głupią śmiercią. Zginą przez nieuwagę innego kierowcy i przez własną ignorancję, przez prędkość, bo z całą pewnością jechał za szybko. Zniszczenia jakim uległ samochód świadczą o tym najlepiej. Kierowca auta z pewnością nie powinien był skręcać. Jednak czy miał szansę zauważyć rozpędzony motor? Nie miał czasu na reakcję, w chwili gdy wytoczył się na skrzyżowanie w jego bok z impetem wbił się jednoślad. Jak czuje się osoba winna śmierci drugiego człowieka? To musi być straszne, nawet nie będę próbowała sobie tego wyobrazić. Współczuję rodzinie zabitego. Współczuję kierowcy samochodu. A motocyklista? Z pewnością kochał prędkość, kochał adrenalinę, kochał ryzyko. Musiał się liczyć z tym, że może mieć wypadek, że tak naprawdę poza własnymi umiejętnościami, refleksem i rozsądkiem nic go nie chroni, że może umrzeć na drodze. Musiał choć raz o tym pomyśleć. I podjąć ryzyko mimo to. Czy zginął tak jak chciał? Czy to może być jakaś pociecha dla kogokolwiek? Nie wiem.

Moje myśli od razu poszybowały do znajomego, o którym wiedziałam, że jeździł tą trasą na motorze. Całe szczęście okazało się, że jakiś czas temu sprzedał swój pojazd.  Nieco mi to pomogło.

Czuję teraz irracjonalny lęk. Boję się prowadzić samochód. Choć to przecież nie ja brałam udział w tym zdarzeniu. Przeżywam to jednak bardziej niż bym chciała. Jestem świeżym kierowcą. Nie mam dużego doświadczenia, dopiero wyrabiam sobie odruchy na drodze. Mnie jednak chroni blacha, pasy, poduszki. Co jednak z innymi użytkownikami drogi? Tymi nieuważnymi, czy wręcz głupimi kierowcami, pieszymi, rowerzystami i motocyklistami? Czasami naprawdę mnie przeraża ludzka niefrasobliwość. Trzeba mieć oczy dookoła głowy i myśleć za wszystkich. A i tak nie jest to gwarancją bezpieczeństwa.

Jutro siadam za kółko. Trzeba się otrząsnąć.

Brak komentarzy: