Wczoraj mieliśmy z synem debiut na jednym z osiedlowych placów zabaw. Od jakiegoś czasu przyglądam się tym "wysepkom szczęśliwości" i szukam huśtawki lub jakiegoś bujaczka, który byłby odpowiedni dla mojego maluszka. Strasznie zazdroszczę znajomej, która tuż pod blokiem ma genialny placyk z huśtawką typu "bocianie gniazdo", na której może się bujać nawet maleńki szkrabik. Albo dwa, jak sprawdziłyśmy. Mój synek był oczarowany od samego początku, a po chwili kołysania usnął błogo. Totalna magia. W mojej okolicy niestety takiej atrakcji nie ma. Jest jednak coś innego.
Spacerowaliśmy sobie z Adaśkiem i w końcu wypatrzyłam huśtawkę, która nadawałaby się dla takiego szkraba jak mój, zabudowana, solidna, zatem odważnie minęliśmy furtkę i wkroczyliśmy na teren placyku. Było ciepłe popołudnie i wokół buszowało sporo maluchów, a w ślad za nimi, wiadomo, rodzice, dziadkowie. Nie przeszłam nawet kilku kroków jak wpadłam na znajomego tatusia, tuż obok zresztą jego teściowa bawiła wnusia. Miło było pogadać chwilę. Po powitaniu udałam się z Adaśkiem na wspomnianą huśtawkę, bo akurat wolna była. Mojemu brzdącowi bardzo się podobało. Coś czuję, że mógłby tak bardzo długo się kołysać. Podczas tej przyjemności podeszła do mnie znajomo wyglądająca kobietka. Po prawdzie to podeszła do chłopczyka, któremu piłka wleciała prosto pod huśtawkę, no ale jak na siebie spojrzałyśmy, to coś nas tknęło. Okazało się, że to koleżanka z podstawówki, ciut starsza, ale pamiętam, że się razem bawiłyśmy jako dzieci. Przywitałyśmy się zatem i odnowiłyśmy znajomość. Ma synka niemal w wieku przedszkolnym, który z upodobaniem ganiał za piłką. Pogadałyśmy chwilę i mam nadzieję, że jeszcze na siebie wpadniemy. Adaś mógłby spędzić na huśtawce całe południe, ale nie chciałam jej okupywać za długo, bo inne dzieciaczki też miały chęć się pobujać. Jak tylko opuściliśmy stanowisko od razu usłyszałam radosny dziewczęcy głosik "mamusiu zobacz, jest wolna huśtawka". Na pewno jeszcze wrócimy w to miejsce.
Oczywiście gdzieś tam z tyłu głowy szumiały mi obawy, że huśtawka brudna, że inne dzieci i dorośli jej dotykali, że nie wiadomo czy zdrowi itp., zatem po zabawie przetarłam łapki maluszka chusteczkami. Ciekawe, czy inne mamy też tak mają. Hehe.
Taki to był nasz debiut na placu zabaw. Udany.
Spacerowaliśmy sobie z Adaśkiem i w końcu wypatrzyłam huśtawkę, która nadawałaby się dla takiego szkraba jak mój, zabudowana, solidna, zatem odważnie minęliśmy furtkę i wkroczyliśmy na teren placyku. Było ciepłe popołudnie i wokół buszowało sporo maluchów, a w ślad za nimi, wiadomo, rodzice, dziadkowie. Nie przeszłam nawet kilku kroków jak wpadłam na znajomego tatusia, tuż obok zresztą jego teściowa bawiła wnusia. Miło było pogadać chwilę. Po powitaniu udałam się z Adaśkiem na wspomnianą huśtawkę, bo akurat wolna była. Mojemu brzdącowi bardzo się podobało. Coś czuję, że mógłby tak bardzo długo się kołysać. Podczas tej przyjemności podeszła do mnie znajomo wyglądająca kobietka. Po prawdzie to podeszła do chłopczyka, któremu piłka wleciała prosto pod huśtawkę, no ale jak na siebie spojrzałyśmy, to coś nas tknęło. Okazało się, że to koleżanka z podstawówki, ciut starsza, ale pamiętam, że się razem bawiłyśmy jako dzieci. Przywitałyśmy się zatem i odnowiłyśmy znajomość. Ma synka niemal w wieku przedszkolnym, który z upodobaniem ganiał za piłką. Pogadałyśmy chwilę i mam nadzieję, że jeszcze na siebie wpadniemy. Adaś mógłby spędzić na huśtawce całe południe, ale nie chciałam jej okupywać za długo, bo inne dzieciaczki też miały chęć się pobujać. Jak tylko opuściliśmy stanowisko od razu usłyszałam radosny dziewczęcy głosik "mamusiu zobacz, jest wolna huśtawka". Na pewno jeszcze wrócimy w to miejsce.
Oczywiście gdzieś tam z tyłu głowy szumiały mi obawy, że huśtawka brudna, że inne dzieci i dorośli jej dotykali, że nie wiadomo czy zdrowi itp., zatem po zabawie przetarłam łapki maluszka chusteczkami. Ciekawe, czy inne mamy też tak mają. Hehe.
Taki to był nasz debiut na placu zabaw. Udany.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz