czwartek, 9 maja 2013

Majówka

Pierwsze koty za płoty, czyli majówka za nami! A wraz z nią pierwszy wyjazd z naszym maluszkiem. Pogoda nas nie rozpieszczała, choć nie było też jakoś bardzo zimno, czy mokro. Owszem, mogłoby być cieplej, ale znając kapryśną aurę naszego pięknego kraju i tak jestem zadowolona, bo mógł spaść śnieg lub grad. Nam się udało nawet złapać odrobinę słońca, zatem pogodowo było nieźle. Szkoda tylko, że prognozy pogody odstraszyły część oczekiwanych gości i zrezygnowali z rowerowego wypadu. Za to reszta ludzików dopisała.
Zapakowanie wszystkich niezbędnych rzeczy było dla nas nie lada wyzwaniem logistycznym, ale umiejetności zdobyte podczas gry w tetris okazały się w tym wypadku bezcenne. Zapakowaliśmy się zatem, co prawda w dwa samochody, ale jednak i dojechaliśmy szczęśliwie do miejsca przeznaczenia.
Adasiowi podobała się wycieczka, choć pierwszy dzień upłynął mu na oswajaniu się z nowym miejscem. Następnego ranka także nie posiadał się ze zdziwienia, że obudził się nie w swoim pokoju. Badawczo przyglądał się wszystkiemu wokół i dopiero baraszkowanie po łóżku rodziców rozwiało jego chmurną minkę. Spacery po lesie, biesiadowanie na tarasie i kąpiele przy kominku okazały się świetnymi rozrywkami dla małego człowieczka. Podczas majówki pojawiły się też u naszego szkraba kolejne 2 ząbki i zniósł to naprawdę bardzo dzielnie. Adaś nauczył się też kręcić szczebelkami łóżeczka, scratchowanie było dla niego wspaniałą rozrywką zwłaszcza w środku nocy. Nawet nie wiedziałam, że moje dziecko budzi się o takich porach. Skrzypienie szczebelków co prawda wyrywało mnie z błogiego snu, ale że syn był zajęty i nie domagał się uwagi to zasypiałam przy "muzyce". Całe szczęście domowe łóżeczko ma inną konstrukcję i nie da się w nim scratchować. Choć dziecięciu się to podoba wybitnie, to nam aż ciarki po plecach chodziły.
Wyjazd umiliło nam jak zawsze fajne towarzystwo, bez tego pewnie nieco byśmy się nudzili. Wszak ileż można utrzymywać romantyczny nastrój... troszkę, to owszem, jest fajnie, ale co za dużo to nie zdrowo. No i co to za przyjemność grillować samemu. W pierwszych dniach wyjazdu towarzyszyła nam Szpulka, która naprawdę bardzo odciążyła nas jeśli chodzi o opiekę nad Adaśkiem. Doceniamy to ogromnie i jesteśmy wdzięczni. Czekam też z niecierpliwością na zdjęcia jej autorstwa, które zapowiadają się niezwykle klimatycznie. 
Kolejni goście byli wyczekiwani z niecierpliwością, gdyż wśród nich była rówieśniczka Adasia. Małe ludziki poznały się jakiś czas temu i całkiem fajnie na siebie reagują . Są sobą wzajemnie zaciekawieni, łapią się za rączki, zaczepiają, zamieniają zabawkami. Mój synek okazał się małym zazdrośnikiem i nie bardzo podobało mu się to, że jego mama wzięła na ręce innego dzidziusia. Swoją wielką dezaprobatę wyraził ignorując mnie i odwracając się na kilka minut. Całe szczęście szybko zapomniał o całym zajściu. Jako mały mężczyzna nie lubi też zbytniego spoufalania i na czułe zabiegi koleżanki, w postaci przytulenia, zareagował płaczem. Całe szczęście mój dżentelmen zrehabilitował się, gdy poczęstował rówieśniczkę gryzakiem, takim schłodzonym, okazało się, że mała również cierpiała z powodu rosnących ząbków i ten "prezent" okazał się zbawienny.
My, dorośli, zaś rozkoszowaliśmy się smakołykami z rusztu i domowymi wypiekami. Babka cytrynowa wryła mi się w pamięć i jak o niej myślę, to mi ślinka cieknie. Między małymi ucztami łaziliśmy do lasu na spacery, zawędrowaliśmy też nad rzekę, pogoda całe szczęście nam sprzyjała i maluchy mogły się dotlenić.
Dzień przed wyjazdem odwiedzili nas przyjaciele eR oraz rodzinka.  Adasiek dał popis dobrych manier zasypiając na życzenie i dając nam
"wolny" wieczór.
Chyba najtrudniejszym momentem całego wyjazdu było pakowanie się do powrotu. Całe szczęście udało nam się upchnąć do jednego samochodu. Adaś był nieco oszołomiony powrotem do domu, ale wyraźnie się ucieszył gdy zobaczył znajome kąty.
Przyznam, że ten wyjazd był męczący, fajny, pełen miłych momentów, ale jednak dał nam w kość. Zdecydowanie brakowało mi zmywarki do naczyń i pralki. eR tęsknił za łącznością ze światem. Adasiek zaś chyba tęsknił za "dorosłą" wanną, bo uwielbia kąpiele.
Jestem zadowolona, że pierwszy wyjazd z małym mamy za sobą. Wiemy już czego potrzebujemy, a czego nie, co brać, co jest zbędne, jak się pakować i jak nie dać się zwariować. Ufff.

Na załączonym obrazku - Adaś w lesie.

Brak komentarzy: