niedziela, 18 listopada 2012

we troje

Dziś nas syn skończył miesiąc. Wszystkiego najlepszego kochanie, rośnij nam zdrowo i spokojnie.

Już miesiąc... Nie mam pojęcia kiedy to zleciało, dopiero co miałam brzuszek, dopiero co zdecydowaliśmy się na dziecko, a On już jest z nami i codziennie zmienia nas na lepsze.

Codziennie uczy nas czym jest prawdziwa bezwarunkowa miłość, codziennie uczy nas czym jest radość życia, codziennie uczy nas czym jest prawdziwa bliskość, codziennie uczy nas czym jest anielska cierpliwość, codziennie uczy nas czym jest pełny, szczęśliwy, mocny związek. Czym jest rodzina.

Wszystko to takie nowe, takie piękne, choć nie łatwe, wszak wymaga bardzo wielu wyrzeczeń, zaczynamy to już odczuwać.

W zeszłym roku o tej porze nasze weekendy wyglądały zupełnie inaczej. Bawiliśmy się w Przechyłach, snując rejsowe plany, spotykaliśmy się z przyjaciółmi, spontanicznie lądowaliśmy na drugim końcu miasta, albo wędrowaliśmy nocą po Warszawie. Zawsze w wesołym, rozbrykanym gronie. Teraz zaś spędzamy czas w spokoju domowego zacisza, z niemowlakiem w ramionach, słuchając jego oddechu, patrząc w jego śliczne oczka, starając się dać mu wszystko czego potrzebuje. Nie jest łatwo, mimo całej miłości, nie zatęsknić za swobodą i beztroską sprzed roku. Choć w tej tęsknocie nie ma żalu, wszak nasz syn szybko rośnie, za kilka lat sam zacznie zdobywać świat, a my zatęsknimy za czasem gdy całymi dniami mogliśmy tulić go do piersi i być razem, we troje całym swoim światem.
Cieszę się zatem tym krótkim czasem jaki mam ich, moich mężczyzn, tylko dla siebie.

Brak komentarzy: