wtorek, 27 listopada 2012

Kotołakowi mojemu - Lokiemu

W niedzielny poranek nasz świat zasnuła mgła smutku. Żal przyćmił radość poranka... Po ośmiu latach z tego świata odszedł rodzinny Kotołak Loki. Nasz mechaty przyjaciel zupełnie nas zaskoczył. Nie chorował, nie wiemy co się stało. Jesteśmy w szoku. Puchate prążki i cętki już nie cieszą nas swym dotykiem. Kojące mruczenie nie sączy się w duszę, nie napawa ciepłem i spokojem. Nie spojrzymy w wielkie, piękne, oliwkowe i prawdziwie mądre kocie ślepia. Skończyły się kocie psoty i harce.
Dziwnie jest.
Pusto.
Takie niewielkie stworzenie, a tyle wnosiło w rodzinne życie. Tak pełno go było.
Żal.
Tęsknota.
Jeszcze jakiś czas będą nam towarzyszyły...
Mechate szczęście zostanie w naszej pamięci na zawsze.
Teraz śpi, śpi tam, gdzie był szczęśliwy, gdzie spędzaliśmy ciepłe wolne dni. Leży w pobliżu traw, drzew i swojej ulubionej kryjówki pod choinką... Dobranoc Kotołaku. Śpij bestyjko, śpij.


Brak komentarzy: