Jako, że żyjemy w jakiejś wielkiej kosmicznej kuli, czy też podróżujemy po międzygalaktycznym kole, tudzież spirali wszechświata… łapiecie o co mi chodzi – koło, kręgi itp. W każdym razie nie pierwszy raz zauważam, że moje życie toczy się jak koło fortuny właśnie. Raz jest fantastycznie, raz tragicznie, między jednym a drugim stanem wciąż się coś zmienia, coś się dzieje, jestem w ciągłym ruchu. I to jest najlepsze, ten ruch, bo wierzę, że mimo wszystko brnę do przodu, raz mam z górki, raz pod górkę, ale nie jest to uwstecznianie się. Im większe przeszkody spotykam na tej ścieżce, tym więcej się uczę. A kręgi… Cóż, widzę na przykład jak pewne osoby zbliżają się i oddalają co jakiś czas. Raz jesteśmy bardzo blisko, a za kilka miesięcy dystans rośnie, czasem na krótko, czasem na dłużej, a potem nasze orbity znów się stykają. Cieszę się z tych powrotów. I tęsknię za tymi, którzy teraz są daleko w ten dosłowny sposób i w przenośni.
1 komentarz:
Mam podobne odczucia, ale niestety niektórzy się oddalają i już nie wracają, jakby wypadli z orbity
Prześlij komentarz