wtorek, 4 marca 2014

Marzec - to już marzec?!

Styczeń przeszedł przez moje życie jak tornado. Dziwię się, że przetrwałam. Tyle się działo, w takim tempie, tak intensywnie, na tylu polach... a jednak jakoś udało mi się ten pierwszy miesiąc 2014 roku przetrwać i nie zwariować do końca.
Luty był przeze mnie wyczekiwany niczym zbawienie. Odetchnęłam w końcu, pookładałam sobie jako tako ten mój mały świat i nawet nie wiem kiedy wpadłam w objęcia marca.
Marzec zaczął się z przytupem, ostatnia sobota okazała się naprawdę wyjątkowa i z uśmiechem i radością zaczęłam nowy miesiąc. Miesiąc, który zapowada się wyjątkowo towarzysko.
Dziś są ostatki, zatem chwila przyjemności dla trojga, a gdy brzdąc zamelduje się w swoim łóżeczku, to już tylko dla dwojga.
Cieszę się na ten marzec, bo wiem, że czeka mnie w nim wiele miłych chwil z ludźmi, którzy są dla mnie wyjątkowi.

Brak komentarzy: