środa, 5 marca 2014

Poranek zalatany.

Uwielbiam ten domowy rozgardiasz o poranku. Co prawda wszystko dzieje się w szalonym tempie i często z nie wyrabiam się ze wszystkim, ale jak tak popatrzę z na to z boku, to jest uroczy obrazek.
Mały radośnie gania po domu, obwieszcza światu, że oto nastał nowy dzień, że on już wstał, że wstała mama i zaraz wstanie tata (już synek o to zadba). Potem ja muszę to moje szczęście małe przebrać, podać śniadanko, a tata w tym czasie pół przytomny robi nam kawę. Mnie i sobie. W pędzie szykuję się do wyjścia, a moi panowie już po śniadaniu oglądają bajkę. Szybkie buziaki, pożegnanie i lecę do pracy.
Za to po południu jest zabawa, jest szaleństwo, jest mnóstwo miłości czułości. I choć wieczorem nie mam siły ogarnąć wszystkiego tego co bym chciała, to jestem szczęśliwa. Ten mały człwoeiczek daje nam tyle pozytywnej energii, uśmiechu i nadaje życiu najwyższą wartość.

Brak komentarzy: