wtorek, 24 stycznia 2012

o krok od szaleństwa

Będzie nieskładnie, będzie chaotycznie i nie wesoło. Muszę z siebie wylać ten potok czarnych myśli, bo zupełnie w nim utonę.
W naszym społeczeństwie na barkach kobiety zawsze spoczywał ogromny ciężar. To tak zwana ”płeć słaba” wciąż w większym zakresie odpowiada za prowadzenie domu, wyżywienie i scalanie rodziny. To kobieta myśli o tym by budować więzi rodzinne i społeczne, dbać o swoich bliskich, ich zdrowie i samopoczucie. W dzisiejszych czasach dochodzi do tego jeszcze jeden czasochłonny i stresujący obowiązek, utrzymywania domu i rodziny.
Pisałam już wcześniej o tym, że zachwianie ról społecznych powoduje wielki chaos w życiu młodych osób. Coraz trudniej jest zbudować trwały związek oparty o dialog i partnerstwo. Kobiety nie spełniają oczekiwań mężczyzn, czy to w płytkim zakresie urody, czy też innych aspektach, a mężczyźni nie spełniają oczekiwań kobiet z powodu braku pracy, samodzielności, czy innych wartości mniej lub bardziej przyziemnych. Samotność to choroba, która zbiera żniwo późno, ale jego pokłosie jest przerażające… Brak więzi rodzinnych, brak dzieci, brak opieki, poczucia bezpieczeństwa, wsparcia, miłości i przyjaźni… Bez tego nasza cywilizacja nie może przetrwać. Wszystko staje na głowie, kobiety walczą o mężczyzn, a faceci mazgają się i stają się coraz bardziej nie przystosowani.
Z przerażeniem uświadomiłam jednak sobie, że to odwracanie ról nabrało takiego tempa i skali, że zmiana, a całą pewnością dojdzie do jakiegoś przełomu w życiu społecznym, nie nastąpi w przeciągu pokoleń, ale w zaledwie kilka lat.
Coraz więcej jest wokół mnie kobiet, które walczą o to, by utrzymać nie tylko siebie i swoje dziecko, ale także swojego partnera, który nie jest ani ojcem biologicznym, ani formalnym, zaślubionym partnerem kobiety. Cierpliwość tych kobiet i zaradność mężczyzn bywa różna… Niestety bywa tak, że kobieta staje przed wyborem pomiędzy szczęściem dziecka, a własnym i co za tym idzie przed decyzją czy ma zatrzymać partnera, czy rozstać się z nim… z powodów… praktycznie wyłącznie materialnych... Smutne to i przykre, gdy brak środków do życia powoduje wykluczenie społeczne kolejnej osoby. Ni powinno tak się dziać w „państwie demokratycznym”. Galopujące bezrobocie dotyka coraz szerszej rzeszy młodych ludzi, absolwenci szkół średnich i studiów walczą o jakiekolwiek zatrudnienie, o jakiekolwiek pieniądze, które jeśli już szczęśliwie dostaną to i tak nie starczą na samodzielne życie. Coraz częściej bez pracy zostają ludzie w kwiecie wieku, trzydziesto i czterdziestolatkowie, którymi rynek pracy jest przesycony… Być może w tej chwili łatwiej o pracę dla kobiet, ale to w dużej mierze dlatego, że to właśnie one potrafią schować dumę do kieszeni i w razie potrzeby podjąć się „gorszej”, czy po prostu gorzej płatnej pracy. One muszą utrzymać siebie, dziecko… bywa, że także jego. Mężczyźni zostają bezradni na placu boju… To nie sprzyja budowaniu więzi…
Wyzysk pracodawców i praktycznie żadna pomoc ze strony państwa generuje patologiczne relacje, w których kobieta ponosi całkowitą odpowiedzialność za rodzinę, a mężczyzna spychany jest na margines. Dochodzi już do tego, że pary nie formalizują związków ze względu dziecko, to znaczy dla dobra dziecka. Dzieje się tak tylko dlatego, że mają szanse otrzymać minimalne korzyści materialne… Minimalne, bo są kroplą w morzu potrzeb, na tyle jednak znaczącą kroplą, że przelewa ona kielich…
To chore, nasze społeczeństwo chyli się ku upadkowi.

A ja chcę tylko, AŻ, żyć spokojnie i godnie z moim ukochanym, mieć rodzinę, przyjaciół, swoje życie…

Brak komentarzy: