poniedziałek, 12 września 2011

mniejsze zło

Jestem rozdarta. Utknęłam w martwym punkcie i za nic nie umiem podjąć decyzji. Co gorsza wiem, że jakkolwiek w końcu bym nie postąpiła, a zadecydować się muszę, to i tak nie będzie to rozwiązanie, które by mnie w pełni satysfakcjonowało.
Chcę jechać na dwu dniowy rejs kończący sezon. Zdeklarowałam się, że wezmę w nim udział jeszcze w czerwcu i całe lato było to dla mnie oczywiste. Nawet termin pokrywający się z urodzinami mojej mamy byłby do przełknięcia gdyby nie jeden zasadniczy element układanki. Mężczyzna. Przez te kilka miesięcy nawet przez myśl mi nie przeszło, że mój partner, który dzieli moją pasję do żeglarstwa odmówi wzięcia udziału w tym wyjeździe. I to z jakiego powodu? Mętne tłumaczenie tuszuje prawdziwy powód, który wyczuwam boleśnie pod woalem kłamstwa. Cóż. W sumie rozumiem, ale jestem bardzo rozczarowana.
Mogę jechać sama, to znaczy nie sama, a ze znajomymi i bawić się, żeglować i łapać ostanie letnie powiewy, czy deszcze, nie ważne, ważne, że pod żaglami... Ale.  Ale wiem, że przez cały czas nie opuści mnie męcząca świadomość, że jego przy mnie nie ma. Że mimo tego, że pozwolił mi jechać (bo wie jak kocham żagle, no i nie przywiąże mnie liną do kaloryfera),  to wiem, że ufa w to iż nie skorzystam i zostanę.
A jak zostanę... Odbierzemy mamę z lotniska, po południu wyprawimy małe przyjęcie urodzinowe, spędzimy czas razem... a część mnie będzie usychała z tęsknoty za żaglami. Część mnie będzie umierała ze wstydu za nie dotrzymane słowo. Część mnie będzie tonąć w żalu...
Nie wiem co  mam zrobić. Nie lubię takich sytuacji. Znów to ja poświęcam to co kocham... dla tych których kocham... a miało być tak, że dzielę się tym co kocham z tym kogo kocham.

1 komentarz:

nierozważna romantyczka pisze...

Życie samo rozwiązało Twój dylemat..rejsu nie było :( A szkoda. Ale czekam już z utęsknieniem na czerwiec i na przeuroczych panów z pewnej gondoli