Dopada czasami człowieka taki moment, gdy chcąc nie chcąc musi coś zmienić w swoim życiu. I chociaż boję się, to muszę zaryzykować. Jak zwykle odwlekam decyzję do ostatniej chwili, ale czuję już jak szur zaciska mi się na szyi, walczę o każdy oddech. Dosłownie duszą mnie uczucia kłębiące się i rozrastające się we mnie niebezpiecznie w ostatnich dniach. Od nadmiaru żalu, złości, bezsilności, beznadziei tracę dech. Brak realnej perspektywy wyrwania się z ich objęć zmusza mnie do radykalnych zmian. I choć ryzykuję bezpieczeństwo i wygodę, to jednak wolę poświęcić je dla prawdziwej satysfakcji… Zimno mi…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz