piątek, 7 stycznia 2011

Po ludzku i po Bosku.

Kolęda. Wizyta duszpasterska, w trakcie której duchowni odwiedzają parafian w ich domach. Szczytna idea, szkoda tylko, że obecnie sprowadza się do zmówienia modlitwy, skropienia domu wodą święconą i wręczenia datku… Choć to ostatnie nie jest obowiązkowe. Przynajmniej ja tak czuję.
Co ciekawe księża są prawnie zobligowani do jej (wizyty duszpasterskiej) odbywania, bynajmniej nie w celu pobrania hurtowego wsparcia parafii… Prawo Kanoniczne kan. 529 §1, nakazuje:
„Pragnąc dobrze wypełnić funkcję pasterza, proboszcz powinien starać się poznawać wiernych powierzonych jego pieczy. Winien zatem nawiedzać rodziny, uczestnicząc w troskach wiernych, zwłaszcza w niepokojach i smutku, oraz umacniając ich w Panu, jak również - jeśli w czymś nie domagają - roztropnie ich korygując. „
Prawda, że ładne? W tym roku nawet tak było…
Ja naprawdę lubię moją parafię i księży w niej pracujących. Może nie jestem przykładną parafianką, ale staranne katolickie wychowanie i poszanowanie tradycji rodzinnych procentuje. Zawsze ciepło przyjmuję księży.
Zawsze podczas tych wizyt zdarzy się coś ciekawego. A to mój kot zaintrygowany strojem gościa wpełznie księdzu pod sutannę, by pojawić się między butami zaskoczonego duchownego, a to moja ówczesna współlokatorka zacznie rozmawiać w księdzem w jego ojczystym, hiszpańskim, języku. W tym roku również było ciekawie.
W prawie boskim jestem mężatką, zaś mój partner jest żonaty… Wszystko byłoby pięknie gdybyśmy te święte śluby złożyli sobie wzajemnie. Ale życie jest pełne niespodzianek i nam się akurat tak szczęśliwie splotło, że mimo wielu osobistych wzlotów i upadków odnaleźliśmy w nim siebie i stworzyliśmy Nasz świat, dom, rodzinę. Ksiądz wizytujący Nasz dom lekko się uniósł na szczere wyznanie, że jesteśmy parą nie małżeńską, ale uczciwie stwierdził, że różnie to bywa, każdemu jest pisany inny los i on rozumie, że po ludzku to wszystko jest dobrze, ale nie po Bożemu… Po Bożemu ja i On jesteśmy „wyjęci spod prawa”, gdyż jawnogrzeszymy, cudzołożymy i łamiemy przysięgę małżeńską. I nie ma tu znaczenia, kto kogo okłamał, opuścił, kto założył sprawę sądową… W prawie kanonicznym powinnam… no przynajmniej żyć w czystości i nie wiązać się z nikim. Mało to uczciwe, kopanie leżącego. Cóż, nie kłóciłam się z księdzem, bo znam te prawa, choć uważam je za krzywdzące, nic na nie poradzę. Całe szczęście kapłan też człowiek i naprawdę czułam, że po cichu się z nami zgadza, choć musi nas napominać. Spotkanie nie było długie, jednak zostawiło we mnie pewien ślad. Lekki smutek, żal, poczucie niesprawiedliwości. Bo mnie z tamtym człowiekiem nie łączy żadna święta więź… Za to z R… z R. czuję się szczęśliwa nawet gdy mi smutno, jednym słowem ucisza mój gniew, jednym uśmiechem ogrzewa serce, wiąże ze sobą ciepłem, spokojem, dobrem, czuję to co dzień… I co dzień jestem wdzięczna Bogu, że jesteśmy razem. Wierzę, że ten Wszechmocny doskonale wie jak to jest, w końcu sam ustanowił co jest dobre a co złe…

Brak komentarzy: