wtorek, 25 stycznia 2011

Atopowe zmagania c.d.

Czasami mam wrażenie, że mam pod skórą jakieś inne stworzenie, inną siebie, która chce wyjść na wierzch i stąd ten cały nawrót atopii. Jak manifestacja jakiejś siły nieczystej, jakbym był jakimś cholernym diabelstwem, czasami tak to czuję gdy znów jestem rozpalona, opuchnięta, a szkarłatna skóra boli nawet przy styczności z ubraniem… Ciężko jest siedzieć, jeszcze mniej komfortowo jest leżeć, najlepiej stać i nie dotykać nawet skrawka skóry. Szkoda, że nie umiem lewitować. Za dużo fantastyki czytam ;)
Fakt jednak, że rumień na plecach przybrał niezwykle fantazyjny kształt, jak jakaś upiorna mapa skarbów, trójwymiarowa i rozpalona... Dzięki kąpielom w emolietach i lekom odrobinę przybladł, ale spanie na plecach, czy na boku wciąż jest dla mnie średnio komfortowe... Walczę dalej, chyba już z przyzwyczajenia, tym razem jednak w duecie z sensowną (jak mi się wydaje) lekarką. Do obecnej baterii medykamentów może dojść leczenie promieniami PUVa (fotochemioterapia), czego bardzo bym chciała, ale najpierw muszę przebrnąć przez badania kwalifikujące do terapii. Trzymajcie kciuki.
Na poprawę nastroju - moje kochane Mazury... Zachód


1 komentarz:

nierozważna romantyczka pisze...

Mam nadzieję, że lekarka rzeczywiście sensowna i uda jej się zaradzić problemowi. Dzielnie walczysz Kochana, oby tak dalej!!! buziaki