Nie mam się w co ubrać. To okropnie frustrujące, zwłaszcza gdy siedzę przed otwartą szafą pełną ubrań i kompletnie nie wiem co na siebie włożyć. Nie mam nastroju na wyszukany strój, nie mam skarpetki do pary, bluzka jest w praniu, a w rajstopie poszło oczko. To za ciasne po zimie, to workowate, czy jakieś nie teges, a do tamtego nie mam akurat czegoś innego. Są takie dni, że mam ochotę wrócić do łózka i nigdzie się z niego nie ruszać... Nie mam się w co ubrać, kompletnie nie mam humoru i jeszcze ta pogoda!
Pogoda jest jakaś taka pokręcona, że rano jest zimno, a potem gorąco. Wiosenna aura tak się rozkaprysiła, że o poranku obudził mnie deszcz smagający szyby obfitymi strugami, potem pogoda lekko się uspokoiła i z nieba sypną śnieg z deszczem... Gdy wychodziłam do pracy zza ołowianych chmur wyszło słońce, ale wiatr szybko zasłonił je szarawą kotarą. Teraz na błękitnym niebie wiatr przesuwa stada cumulusów.
Oczywiście koniec końców wskoczyłam w jakieś tam ciuchy, ale wybitnie nie czuję się dziś atrakcyjnie. Najchętniej siedziałabym dziś w dresie (chociaż paradoksalnie dresu nie mam) przed telewizorem z czymś pysznym i kalorycznym. Bo nie mam się w co ubrać no :(
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz