piątek, 3 lutego 2012

Zimno, zimniej, a do domu daleko.

Temperatura spadła do minus 20 stopni… albo i miejscami niżej, zatem wychodzenie z domu powodowane jest wyłącznie wyższą koniecznością. Niestety mnie ta konieczność dotyka codziennie, gdyż muszę dotrzeć do pracy, a później z niej wrócić. Zazdroszczę wówczas osobom pracującym u elastycznych i nowoczesnych pracodawców, którzy godzą się na pracę w domu. Naprawdę większość tego co robię mogłabym wykonać siedząc we własnym domowym ciepełku, oczywiście przy udostępnieniu kilku programów i baz danych online. Teoretycznie jest to możliwe, ale praktycznie, w mojej firmie to niestety science fiction. Gospodarowanie zasobami ludzkimi jest tu co najmniej nie efektowne, ale to moja prywatna opinia.
No i jako, że sama sobie zafundowałam pakiet zmian życiowych to teraz mam inne sprawy na głowie niż przejmowanie się złą organizacją, na którą zresztą nie mam wpływu. Poza tym coś takiego jak PR jest tu uważane za nonsensowną modę i wymysł kosmiczny.
Klecę zatem listę spraw do załatwienia…

A wracając do początkowej myśli, obwieszczam co w mej opinii:
Zimę kocham, śnieg uwielbiam, ale ten mrozek jak dla mnie ciut za siarczysty. I chodzenie tam i z powrotem w takich warunkach jest głupie.

Brak komentarzy: