Jak zaplanowałam, tak się stało, zmiany idą wielkimi, milowymi krokami!!! Już zaczęłam całkowicie przewartościowywać swój świat, zarówno prywatny, jak i zawodowy. Szczerze mówiąc, to nie wiem czym się przejmować bardziej… więc na wszelki wypadek nie przejmuję się zanadto.
Od 1 marca zaczynam pracę w nowym biurze i choć pracodawca pozostaje ten sam, to jednak zmieniam zakres działania, środowisko i rygor. Nie powiem, momentami sentyment łapie mnie za serce, ale zaraz potem docierają do mnie z goła mniej przyjazne bodźce, zatem ugruntowałam się w przekonaniu, że to jedyna słuszna decyzja. Najbardziej będzie mi brakowało mojej kochanej eM. Praca z przyjaciółką na którą zawsze, w każdej chwili można liczyć, to naprawdę nieoceniona pomoc. Sądzę jednak, że przyjaźni to nie zaszkodzi, a obu nam pozwoli w pewien sposób dojrzeć, zrobić kolejny krok na przód. Niełatwy to krok, ale konieczny. Dla nas obydwu. Będzie mi również brakowało luzu w godzinach pracy, cóż tutaj dyscyplina nie była w zasadzie przestrzegana… Zwalczę jednak lenia i wezmę się w karby, bo dyscyplina jest mi potrzebna. Trzymajcie kciuki.
R. również rusza z nowym projektem i bardzo mocno mu kibicuję, bo akurat ten pomysł jest naprawdę innowacyjny. Potrzebujemy tego sukcesu, bardzo!!!
No i w tym wszystkim szykuje się jeszcze jedna bardzo poważna zmiana. Rok bez przestawiania domu do góry nogami rokiem straconym, to chyba nasze motto będzie. Jeszcze nie do końca wiem jak ta zmiana będzie wyglądała, ale projekt powoli się krystalizuje.
Dzieje się, oj dzieje. Energia we mnie buzuje, kumuluję ją na cięższe chwile.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz