Będzie to naprawdę bardzo, ale to bardzo babski post. Tylko kobieta zrozumie ten problem i to kobieta w wysokich obcasach.
Kiedyś już uzewnętrzniłam się w temacie co myślę o Warszawskich chodnikach, ale dla porządku się powtórzę. Otóż większość nie nadaje się do chodzenia po nich w szpilkach. Jacyś architekci bez wyobraźni (na sto procent faceci) upiększają śródmieście brukowanymi placami i chodniczkami z kocich łbów na których nawet w obuwiu sportowym można skręcić kostkę. Eleganckie kobiety, które opanowały sztukę akrobatyki wysoko obcasowej radzą sobie jak umieją, jednak na takim podłożu buty bardzo szybko się niszczą, szczególnie fleki, klinują się w szczelinach w bruku i tam już zostają, a my kalecząc obcasy skaczemy jak te kozice górskie z kamyczka na kamyczek.
Ciekawe, czy skoro miasto płaci kierowcom za uszkodzenia samochodów przez dziury w jezdni, to zwróciłoby mi kasę na ekskluzywne szpilki, które straciły obcas na miejskim bruku? Jakoś nie sądzę.
No i tak uzbierało mi się 6 par butów z wyrwanymi flekami. Na domiar złego musiałam dziś koniecznie założyć szpilki, bo w pracy wilka feta, a tu wszystko kwalifikuje się do szewca… W dodatku po ostatniej eskapadzie do Przechyłów, którą odbyłam w sandałkach, skaleczyłam się paskudnie o wystającą płytę chodnikową… I bądź tu kobieto mądra, znajdź buty, w których nie odpadnie Ci stopa, są całe i pod kolor garnituru… Ale, ale!!! Przecież mam zapasowe fleki do jednej pary pasujących jak ulał szpilek. Moja przyjaciółka zabawiła się kiedyś w szewca i skoro jej się udało, to czemu by się miało nie udać mnie? Przy użyciu kombinerek i w przypadku jednego buta – obcęg, wyjęłam resztki fleków. Uradowana tym sukcesem zaczęłam montować nowe fleki… niestety słupki na których je umieszczono okazały się za długie… i mój szewski plan wziął w łeb. Raz jeszcze przekopałam szafkę z butami i wyciągnęłam piękne, niebotycznie wysokie szpilki z miękkiej, delikatnej, brązowej skórki. Jestem uratowana!!! Nie zaryzykowałam jednak przejścia w nich po mieście, spakowałam je do torby i do biura przybiegłam w klapkach na ciut niższym obcasie… Teraz siedzę i zgrzytam zębami gdy pomyślę ile zarobi na mnie szewc…
2 komentarze:
Asieńko, rozumiem Cię doskonale. Ile to razy flek mi utknął między dwiema płytkami chodnika, a raz nawet wracając z Przechyłów do Was przy tej budce z kebabem :) Mnie fleki kupuje mama pod Halą Mirowską i sama je zmieniam - wychodzi dużo taniej
!
Chyba muszę się u Twojej Mamy przeszkolić ;) a pod budką z kebabem to działa jakaś czarcia siła, bo ja tam ostatnio rozwaliłam sobie stópkę... w sandałkach będąc.
Prześlij komentarz