Mam kawową intuicję! Został mi w spadku po współplemieńcu - Demonisi zaparzacz do kawy, tak zwanej włoskiej. Naszło mnie dziś żeby zrobić sobie i swemu takiej smacznej, parzonej, naturalnej kawki. Udało mi się wykopać z piekielnych czeluści szafek kuchennych wspomniany zaparzacz, wyczuściłam to to, poleciałam do sklepu zakupić mieloną kawę (moją ulubioną, aksamitną, łagodną, ale pełną finezyjnego smaku Jacobs Cronat Gold). Szczęśliwa wróciłam do domu i stanęłam przed nie lada łamigłówka. Rozłożyć na części to rozłożyłam, złożyć umiem, ale gdzie ja mam wodę lać, a gdzie kawę sypać? Jako, że instrukcji nie miałam, "wujek google" dawał tylko opis literacki, bez łopatologicznych obrazków, stwierdziłam, że robię na logikę. I zrobiłam i jest pyszna!!!
Dla potomnych piszę co i jak:
Rozkręć, znaczy odkręć podstawę od górnego czajniczka, wyjmij "lejek" z sitkiem.
Do podstawy wlej świeżą wodę (1).
Do podstawy włóż "lejek" z sitkiem.(2).
Do "lejka" nasyp mielonej kawy, tak ze 3 czubate łyżeczki, aby lejek był pełen, nie ubijaj kawy.
Dokręć czajniczek do podstawy, ustaw na najmniejszym palniku na małym ogniu i zoastaw do zagotowania wody.
Gdy zaparzacz zacznie bulgotać, znaczy to, że gorąca para przechodzi przez zmieloną kawę i skrapla się w czajniczku (3) w napój bogów :)
Proste, nie?
No to obrazek jeszcze wkleję:

1 komentarz:
Zaparzacz cudna rzecz, też jestem szczęśliwą posiadaczką jednego, a do tego spieniacz mleczka i wysokie szklanki i mamy komplet! Pyszna Latte Macchiato gotowa, mniam
Prześlij komentarz