Skusił mnie romantyczny pomysł puszczenia setek lampionów w pięknie, czerwcowe nocne niebo. Pierwszy raz wzięłam udział w tak zwanym „iwencie” (wiem, wiem, „event” się pisze), znaczy w wydarzeniu organizowanym przez grupę ludzi z ogólnoświatowego portalu społecznościowego (tak, tak, ten na literę „F”) i bardzo mi się podobało.
Wybraliśmy się metrem do Ratusza, a stamtąd spacerkiem na Stare Miasto. Gdy byliśmy w połowie drogi do fontann na Podzamczu wypuszczono pierwsze lampiony. Widok był przepiękny, setki światełek popłynęło łagodnie w granatowe niebo. Już na Podzamczu kupiliśmy swój lampion, w ciepłej, pomarańczowej barwie i udaliśmy się w okolice zmysłowo podświetlonych fontann. Tłum wokół zupełnie mi nie przeszkadzał, panowała wręcz przytulna atmosfera, wszyscy byli w doskonałych nastrojach, zakochani trzymali się za ręce, rodzice spacerowali z zachwyconymi brzdącami, grupy przyjaciół rozsiadły się wokół fontanny… Jednak szybko przestałam zwracać uwagę na otaczający nas szmer, to była nasza chwila. Nasze wspólne sekretne życzenia miały lada moment wznieść się do gwiazd. Wspólnie rozłożyliśmy lampion, starając się nie uszkodzić delikatnego pergaminu, podpaliliśmy lont i czekaliśmy aż kopuła napełni się ciepłym powietrzem. Byłam zaskoczona tym, jak duży był ten nasz płomienny latawiec, miał chyba metr wysokości. Gdy był już w pełni rozwinięty wznieśliśmy go delikatnie góry i uwolniliśmy. Poszybował łagodnie w niebo, w ślad za innymi wielobarwnymi światłami. Bardzo przyjemnie obserwowało się jego lot, powtarzając w myślach życzenie… Obserwowaliśmy go tak długo aż zniknął nam z oczu za koroną drzew. Daleko pofrunął, stał się taki maleńki… Wierzę, że nasze pragnienia się spełnią.
Wzruszyłam się troszkę, choć starałam się nie pokazywać jak bardzo. Ta chwila była magiczna, bo spełniłam swoje małe marzenie, niby takie proste, a tak wiele radości mi dało.
Jeszcze jakiś czas obserwowaliśmy lampiony siedząc na murku fontanny, kolorowe strumienie także dodały tej chwili uroku.
Żal było opuszczać Podzamcze, jednak lampionów było już mniej, choć ludzi wciąż przybywało. Spacer po Starówce nieco nas zmęczył, więc po drodze do domu wstąpiliśmy coś zjeść.
Lubię takie wieczory, spontaniczne, czarujące, proste ale piękne, nie wymuszone… Nasze.
Dziękuję inicjatorom tej akcji, mam nadzieję, że kiedyś to powtórzymy!
Dziękuję inicjatorom tej akcji, mam nadzieję, że kiedyś to powtórzymy!
2 komentarze:
Wzruszyłam się i aż mi smutno, że nie mam z kim puszczać lampionów, spacerować wieczorem po Starówce, robić spontaniczne rzeczy... chociaż w sumie jak się zastanowię to mam, ale nie wiem, czy nie jest już za późno.
Jestem pewna,że najlepsze dopiero przed Tobą i jeszcze się we czworo będziemy słali światełka do nieba.
Prześlij komentarz