środa, 28 lipca 2010

Dajpan!

Jak co roku w okresie letnim na ulice mojego miasta wypełzają wszelkiej maści „dajpany”. Dajpan to człowiek (czasem zwierzę w duecie z człowiekiem), płci i wieku dowolnego, który zajmując strategiczną pozycję w najbardziej ruchliwym punkcie komunikacyjnym ruchomym (najczęściej tramwaj) bądź stałym (róg ruchliwej ulicy) siada/klęczy/kuca/leży z tabliczką o treści informującej o fatalnej sytuacji materialnej i mamrocze pod nosem różne maranty (daj-pan, daj-pan) ku pokrzepieniu swojej tacki/puszki/kartonu/kapelusza zawartością naszych portfeli.
Są różne dajpany, małe i duże, chwilowe i permanentne, zbierają na piwo, na chleb, na kiełbasę, na leki, na dziecko, psa, kota, bilet do domu, podróż na Jamajkę, bądź bliżej nieokreśloną rzecz. Czasem dajpan w ramach zadośćuczynienia za datek brzdąka na gitarze, rzępoli na harmonii, śpiewa, klepie „modlitwy”, czasem ma fantazję i do popisów artystycznych włącza zwierzęta. Tu jednak zaznaczę, że przeważnie pupile dajpanów są zadbane, często bardziej od właściciela. Bywa, że rzucę grosik, jak dajpan trafi do mnie swym przekazem, albo wygląda przekonująco, znaczy na człowieka autentycznie przez los pokrzywdzonego i zdesperowanego, a jednocześnie skrępowanego swoim położeniem. Widywałam takie osoby, którym autentycznie wstyd było prosić i dziękowały za wsparcie przez zaciśnięte gardło… Żarty na bok.
Nie lubię żebractwa. Zdaję sobie doskonale sprawę, że większość dajpanów to naciągacze, staram się ich ignorować. Jednak jedna rzecz mnie bardzo drażni, gdy do żebractwa nakłaniane są dzieci. Niezależnie od tego, czy są naszymi rodakami, czy też imigrantami. Mierzi mnie to okrutnie. Mam świadomość, że uczą ich tego od maleńkości ich opiekunowie. Młodziutkie istotki wchłaniają ten model życia jeszcze zanim zrozumieją, że nie jest to normalne. Uczą się patologii. Oglądałam kiedyś przejmujący program o dzieciach z Rumunii, które dajpanowały w Warszawie. Znalazły się tu z różnych powodów, czasem z rodziną, czasem były przez nią wysyłane same, by walczyły o lepszy byt dla siebie. Większość z nich nie umiała pisać, czytać, nie miała żadnych perspektyw, żyła w nędzy, na granicy naszego pola świadomości… Bo przecież o tym wiemy, tylko przymykamy na to oko z własnego wyboru, ja zresztą też. Niektóre dajpanki marzyły by w przyszłości iść do pracy, przy miotle na przykład i z tego żyć i pomagać rodzeństwu… Nie sądzę jednak by w dorosłym życiu porzuciły żebraczy proceder, bo w wywiadzie przyznawały się do kilkusetzłotowych dziennych zarobków. Prosta kalkulacja jest taka, że ich średnia miesięczna „pensja” kilkakrotnie przewyższa moją. Co się dzieje z tymi pieniędzmi… Giną w mroku, to wiemy. Lekcja nie idzie jednak na marne. Nie popieram dajpanowania, ale też nie potępiam tych osób za ich wybór, czy los. Robią to co ja, starają się przeżyć. Choć ich metody są dla mnie złe, to przecież nie są w stanie zmusić nikogo do dania datku. To nasz osobisty wybór. Jak widać jesteśmy hojnym narodem, skoro tyle osób żyje z naszej łaski…
Skąd u mnie takie refleksje? Jak zwykle impuls. Wczoraj w tramwaju żebrała dziewczynka o śniadej cerze i ciemnych włosach, już nie dziecko, już nastolatka. Nie była namolna, była bardzo grzeczna, zgrabna, czysta i ładna. Trafiła jednak źle. W tramwaju jechała wstrętna baba. Wielka jak kaszalot, tłusta, głośna, agresywna. Jechała z koleżanką, która była bardzo zażenowana całą sytuacją. Gruba baba zaczęła na dziewczynę krzyczeć, że nie ruszają ją jej klątwy, niech sobie rzuca czary, że ona już na straż miejską dzwoni i dosłownie wywlokła dziewczynę za ramię z tramwaju na najbliższym przystanku. Pokrzyczała chwilę, ale cofnęła się, bo do dziewczyny doskoczyli momentalnie jej przyjaciele, dwaj chłopcy, w jej wieku, i jeszcze kilkoro dzieci, nie kłócili się z babą, ale po prostu odeszli razem. Skąd się pojawili, z jakich zakamarków? Nie wiem. Szczerze, to byłam zadowolona, że tak to się skończyło. Poglądy grubej baby nie upoważniały jej do czynnej napaści na dziewczynkę i rzucania gróźb.
Mam świadomość tego jakim problemem jest żebractwo, jakie kłopoty potrafią stwarzać grupy imigrantów próbujących żyć w Polsce. Ciągle słyszy się o kradzieżach, napaściach, o tragediach z ich udziałem. Sama czuję niepokój na widok grupy cyganek, bo miałam z nimi swoją przygodę. Nie tępię jednak całej nacji. Nie mam siły ani środków by angażować się w konkretną pomoc dla ubogich, czy uchodźców. Mam jednak nadzieję, że ten artykuł niektórym otworzy oczy. Pomyślcie tylko w ilu krajach to Polacy budzą takie same złe emocje i są szykanowani za samo pochodzenie. Zasłużenie? Czy Ty lub ja na to zasługujemy? Nie sądzę. Oni też nie.

Brak komentarzy: