Jako, że jest to mój dom, moje miejsce urodzenia i mój cały świat, pragnę Ci dziś opisać niewielki fragment historii Mon Cocteau.
Zanim jednak to zrobię, pozwól, mój nieznajomy czytelniku, że opowiem Ci wcześniej coś o sobie. Bez tego moja więź z ojczystą ziemią nie będzie zrozumiana.
Od dzieciństwa fascynuje mnie to co piękne, tajemnicze, niezwykłe. Zawsze chłonęłam otaczający mnie świat całą sobą, niezależnie czy byłam go w stanie zrozumieć, czy nie, po prostu czuję go w ten szczególny sposób. Od dzieciństwa wierzę, że świat nie kończy się na tym co ogarniają moje zmysły. Choć wychowano mnie w rodzinie katolickiej i mam ogromny szacunek dla tej wiary, to jakimś dziwnym trafem równolegle rozwinęły się we mnie iście pogańskie wierzenia. Może to dlatego, że moje otoczenie nigdy nie negowało historycznych faktów i było otwarte na poznawanie świata poprzez bezpośrednie doświadczanie go. Poprzez branie takim jaki jest naprawdę. Zostałam zatem wychowana w poszanowaniu przodków, ich zmagań i dzieł. Znam ich pragnienia i kręte ścieżki, wierzę, że czuwają nade mną.
Skąd pochodzę. To nie jest łatwa odpowiedź. Zewsząd, byłaby najwłaściwsza. Moje główne korzenie, zwłaszcza po kądzieli związane są ściśle z Mazowszem, z okolicami Warszawy i wreszcie z Moim Mokotowem. Po mieczu zaś, jak to po orężu, po klindze, choć prostej i ostrej, to z natury tnącej na drobne kawałeczki… to już nie jest takie proste. Z tej strony korzeniami sięgam, Małopolski, Pomorza, Francji i znów Mon Cocteau. Teraz wiesz, dlaczego obcojęzyczna nazwa współgra z moją duszą.
Fascynuje mnie historia. Lubię rozumieć więzi splatające przeszłość z teraźniejszością. Mam też inne, bardziej niecodzienne pasje, w tym właśnie coś, co najprościej byłoby nazwać Magią. Nie raz i nie dwa w różnych okolicznościach byłam nazywana Czarownicą, czasem dla żartu, czasem poważnie, zawsze jednak trafnie.
Im bardziej zaś zgłębiam przeszłość miejsca, w którym, nie przypadkiem, przyszło mi żyć, tym bardziej czuję się z nim związana.
Mokotów
Moje Wzgórze. Jak już wspomniałam tu właśnie dane mi było przyjść na świat i choć kocham podróże, to tutaj spędziłam życie. Tutaj jest miejsce, które nazywam domem. Nie jest to jednak budynek, żadne mury nigdy nie wytyczały granic mej domeny. Nie są to ludzie, choć to oni współtworzą mój dom. To miejsce, to okolica.
Mój dom leży na lewym brzegu Wisły, dla mnie jest sercem Warszawy. Od wieków słynie z żyznej ziemi, bujnej roślinności, wciąż żywych wód i uroku. Od pradawnych czasów Mokotów oczarowywał, koił, urzekał swoich mieszkańców i licznych gości. Pozwól, że cofniemy się w czasie i roztoczę przed Tobą wizję, dzięki której, mam nadzieję, ujrzysz we współczesnej dżungli ślady prawdziwego oblicza mojego domu.
Ziemie Mokotowa, przecina 12-kilometrowej długości skarpa, rozpoczynająca się na wysokości placu Unii Lubelskiej i biegnąca aż do Wilanowa. Skarpa biegnąca doliną Wisły jest wysoka na około 14 metrów, zaś u jej podnóża przez wieki występowało bagniste podłoże. Ta naturalna bariera przyczyniła się do powstania Górnego i Dolnego Mokotowa. Domyślasz się zapewne, w której części mieszkam. Od wieków, po dziś dzień, najważniejszą rolę przy przemieszczaniu się między tymi dwoma krainami pełniły dwa szlaki komunikacyjne. Jeden z nich ciągną się w okolicy ulicy Dolnej. Kolejna uczęszczana droga wiodła wzdłuż Potoku Służewieckiego dzisiejszą al. Wilanowską. Tutaj znów drga we mnie jakaś dumna struna, od zawsze jestem związana z tym szlakiem, stąpam po nim każdego dnia. Istniejące obecnie zejścia na Wolicy oraz w Powsinie pełnią o wiele skromniejszą rolę.
Dawno, dawno temu, zanim epokę tą nazwano neolitem, lewy brzeg potężnej rzeki przez długi czas był rzadziej zaludniony, niż prawobrzeże. Nie był jednak bezludny, o czym świadczą znaleziska archeologiczne z terenów dzisiejszego Dolnego Mokotowa i północnej części Starego Mokotowa. Tam właśnie odkryto rogowe motyki, należące prawdopodobnie do migrujących wzdłuż Wisły rolników i hodowców z tzw. kultury ceramiki wstęgowej. Wędrowali oni poprzez tereny Mokotowa około 4,5 tys. lat p.n.e. Inny dowód bytności ludzi ta lewym brzegu stanowi krzemienna siekiera z Czerniakowa, której pochodzenie określa się na 2,5 tys. lat p.n.e. Podobno częściej odwiedzanym miejscem był bardzo mi bliski Służewiec, na którym spędziłam swoje najwcześniejsze lata.
Kolejne pamiątki prehistorycznych dziejów Mokotowa przynosi nam epoka żelaza. Gdy dowiedziałam się, że stąpam po pradawnych cmentarzyskach ciałopalnych serce zabiło mi mocniej. To już nie szczątki narzędzi, tylko miejsce kultu. Kultu niezwykle dla mnie ważnego, gdyż związanego z cyklem życia, a co za tym idzie z jedną z bram istnienia przez które każdy z nas przejść musi. Ze Śmiercią. W mojej ziemi znajdują się groby podkloszowo-skrzynkowe. Taki sposób pochówku nie przynależy ludom wędrownym. Wskazuje jednoznacznie na osiadłych przez pokolenia mieszkańców, związanych z tym miejscem od narodzin, po kres życia. Ślady po cmentarzyskach odnalezione zostały na całym Mokotowie, od Czerniakowia, przez Służewiec, na północ, koło Belwederu i w Łazienk, aż na południe, po Powsinek i Wilanów.
Po tym żywym okresie na lewym brzegu Wisły coś się wydarzyło. Ludność zaczęła migrować i osiedlać się na obrzeżach dzisiejszego Wilanowa. Obszar ten stał się ponoć ważnym dla ludów słowiańskich miejscem. To tutaj nawiązano wspólnotę sąsiedzką z mieszkańcami okolicznych ziem. Zaś tereny samego Mokotowa najwyraźniej były wtedy niemal bezludne. Niemal, bo założę się, że nie do końca.
Zmiana przyszła wraz ze średniowieczem, ale o tym napiszę nieco później. Dowiesz się wówczas czegoś o wyjątkowych kobietach, które dzięki swej mądrości i gospodarności tchnęły w mokotowskie ziemie całkiem nowe życie.
Zapraszam ponownie.
Zanim jednak to zrobię, pozwól, mój nieznajomy czytelniku, że opowiem Ci wcześniej coś o sobie. Bez tego moja więź z ojczystą ziemią nie będzie zrozumiana.
Od dzieciństwa fascynuje mnie to co piękne, tajemnicze, niezwykłe. Zawsze chłonęłam otaczający mnie świat całą sobą, niezależnie czy byłam go w stanie zrozumieć, czy nie, po prostu czuję go w ten szczególny sposób. Od dzieciństwa wierzę, że świat nie kończy się na tym co ogarniają moje zmysły. Choć wychowano mnie w rodzinie katolickiej i mam ogromny szacunek dla tej wiary, to jakimś dziwnym trafem równolegle rozwinęły się we mnie iście pogańskie wierzenia. Może to dlatego, że moje otoczenie nigdy nie negowało historycznych faktów i było otwarte na poznawanie świata poprzez bezpośrednie doświadczanie go. Poprzez branie takim jaki jest naprawdę. Zostałam zatem wychowana w poszanowaniu przodków, ich zmagań i dzieł. Znam ich pragnienia i kręte ścieżki, wierzę, że czuwają nade mną.
Skąd pochodzę. To nie jest łatwa odpowiedź. Zewsząd, byłaby najwłaściwsza. Moje główne korzenie, zwłaszcza po kądzieli związane są ściśle z Mazowszem, z okolicami Warszawy i wreszcie z Moim Mokotowem. Po mieczu zaś, jak to po orężu, po klindze, choć prostej i ostrej, to z natury tnącej na drobne kawałeczki… to już nie jest takie proste. Z tej strony korzeniami sięgam, Małopolski, Pomorza, Francji i znów Mon Cocteau. Teraz wiesz, dlaczego obcojęzyczna nazwa współgra z moją duszą.
Fascynuje mnie historia. Lubię rozumieć więzi splatające przeszłość z teraźniejszością. Mam też inne, bardziej niecodzienne pasje, w tym właśnie coś, co najprościej byłoby nazwać Magią. Nie raz i nie dwa w różnych okolicznościach byłam nazywana Czarownicą, czasem dla żartu, czasem poważnie, zawsze jednak trafnie.
Im bardziej zaś zgłębiam przeszłość miejsca, w którym, nie przypadkiem, przyszło mi żyć, tym bardziej czuję się z nim związana.
Mokotów
Moje Wzgórze. Jak już wspomniałam tu właśnie dane mi było przyjść na świat i choć kocham podróże, to tutaj spędziłam życie. Tutaj jest miejsce, które nazywam domem. Nie jest to jednak budynek, żadne mury nigdy nie wytyczały granic mej domeny. Nie są to ludzie, choć to oni współtworzą mój dom. To miejsce, to okolica.
Mój dom leży na lewym brzegu Wisły, dla mnie jest sercem Warszawy. Od wieków słynie z żyznej ziemi, bujnej roślinności, wciąż żywych wód i uroku. Od pradawnych czasów Mokotów oczarowywał, koił, urzekał swoich mieszkańców i licznych gości. Pozwól, że cofniemy się w czasie i roztoczę przed Tobą wizję, dzięki której, mam nadzieję, ujrzysz we współczesnej dżungli ślady prawdziwego oblicza mojego domu.
Ziemie Mokotowa, przecina 12-kilometrowej długości skarpa, rozpoczynająca się na wysokości placu Unii Lubelskiej i biegnąca aż do Wilanowa. Skarpa biegnąca doliną Wisły jest wysoka na około 14 metrów, zaś u jej podnóża przez wieki występowało bagniste podłoże. Ta naturalna bariera przyczyniła się do powstania Górnego i Dolnego Mokotowa. Domyślasz się zapewne, w której części mieszkam. Od wieków, po dziś dzień, najważniejszą rolę przy przemieszczaniu się między tymi dwoma krainami pełniły dwa szlaki komunikacyjne. Jeden z nich ciągną się w okolicy ulicy Dolnej. Kolejna uczęszczana droga wiodła wzdłuż Potoku Służewieckiego dzisiejszą al. Wilanowską. Tutaj znów drga we mnie jakaś dumna struna, od zawsze jestem związana z tym szlakiem, stąpam po nim każdego dnia. Istniejące obecnie zejścia na Wolicy oraz w Powsinie pełnią o wiele skromniejszą rolę.
Dawno, dawno temu, zanim epokę tą nazwano neolitem, lewy brzeg potężnej rzeki przez długi czas był rzadziej zaludniony, niż prawobrzeże. Nie był jednak bezludny, o czym świadczą znaleziska archeologiczne z terenów dzisiejszego Dolnego Mokotowa i północnej części Starego Mokotowa. Tam właśnie odkryto rogowe motyki, należące prawdopodobnie do migrujących wzdłuż Wisły rolników i hodowców z tzw. kultury ceramiki wstęgowej. Wędrowali oni poprzez tereny Mokotowa około 4,5 tys. lat p.n.e. Inny dowód bytności ludzi ta lewym brzegu stanowi krzemienna siekiera z Czerniakowa, której pochodzenie określa się na 2,5 tys. lat p.n.e. Podobno częściej odwiedzanym miejscem był bardzo mi bliski Służewiec, na którym spędziłam swoje najwcześniejsze lata.
Kolejne pamiątki prehistorycznych dziejów Mokotowa przynosi nam epoka żelaza. Gdy dowiedziałam się, że stąpam po pradawnych cmentarzyskach ciałopalnych serce zabiło mi mocniej. To już nie szczątki narzędzi, tylko miejsce kultu. Kultu niezwykle dla mnie ważnego, gdyż związanego z cyklem życia, a co za tym idzie z jedną z bram istnienia przez które każdy z nas przejść musi. Ze Śmiercią. W mojej ziemi znajdują się groby podkloszowo-skrzynkowe. Taki sposób pochówku nie przynależy ludom wędrownym. Wskazuje jednoznacznie na osiadłych przez pokolenia mieszkańców, związanych z tym miejscem od narodzin, po kres życia. Ślady po cmentarzyskach odnalezione zostały na całym Mokotowie, od Czerniakowia, przez Służewiec, na północ, koło Belwederu i w Łazienk, aż na południe, po Powsinek i Wilanów.
Po tym żywym okresie na lewym brzegu Wisły coś się wydarzyło. Ludność zaczęła migrować i osiedlać się na obrzeżach dzisiejszego Wilanowa. Obszar ten stał się ponoć ważnym dla ludów słowiańskich miejscem. To tutaj nawiązano wspólnotę sąsiedzką z mieszkańcami okolicznych ziem. Zaś tereny samego Mokotowa najwyraźniej były wtedy niemal bezludne. Niemal, bo założę się, że nie do końca.
Zmiana przyszła wraz ze średniowieczem, ale o tym napiszę nieco później. Dowiesz się wówczas czegoś o wyjątkowych kobietach, które dzięki swej mądrości i gospodarności tchnęły w mokotowskie ziemie całkiem nowe życie.
Zapraszam ponownie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz