Życie w trójkącie to nie jest łatwa sprawa. Nawet w takim, w którym wszyscy bardzo się kochają. Bo zawsze jest tak, że ktoś jest ważniejszy. Ktoś jest skupiony na jednej z dwóch pozostałych osób, a ktoś lekko odsunięty na bok, bo w trójkącie nie ma równowagi. Nie da się inaczej. Zwłaszcza gdy jedną z osób w tej miłosnej figurze jest dziecko, a dwoma kolejnymi rodzice, to sprawa wygląda tak, że młode jest uwielbiane, a dorośli czasami zapominają o sobie. Takie mam wrażenie. Ciężko jest wykrzesać dodatkowe siły, a jeszcze ciężej dodatkowy czas tylko dla siebie, to znaczy tylko dla dwojga. Czasami ciężko nawet o tym pomyśleć. A jak ma się już chwilę na te przemyślenia, to ani miejsce, ani czas. Taki los.
W tym całym trójkącie, to poza emocjonalnym bałaganem fizycznie brakuje mi sypialni. Jak cholera brakuje mi tego NASZEGO azylu, naszego miejsca, naszej intymności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz