wtorek, 24 lipca 2012

Bo jedna rzecz to mało.

Ja to lubię mieć urozmaicone życie. Jedna rzecz to mało. Robienie wszystkiego po kolei, mozolnie i spokojnie jakoś nigdy mi szczególnie nie szło, a jak ma kilka spraw na raz i każda z zupełnie innej bajki to jakoś tak się ten mój świat ciekawiej kręci.
Brzuszek mi rośnie, ładny plecaczek mam już z przodu. Młody ma swoje ulubione fazy aktywności i zupełnie mu nie przeszkadza, że czwarta nad ranem to jest dla mamy pora snu. Widać o tej porze bezruch zaczyna brzdąca nudzić i domaga się uwagi. Całe szczęście daje się ugłaskać. Generalnie ja w tej ciąży to jestem mama łażąca, ciągle mnie gdzieś nosi, a szkrab uwielbia spencerki i grzecznie na nich śpi. Już spacerki brzegiem morza szczególnie przypadły mu do gustu, ale to na inny post. Generalnie dobrze się mamy my dwoje, my troje, bo tata też. W ramach ciążowych atrakcji zaczynamy w tym tygodniu uczęszczać do szkoły rodzenia.
Jako, że brzuszek mnie mobilizuje do korzystania z wciąż jeszcze dostępnych dla mnie atrakcji, postanowiłam w końcu zamknąć kwestię prawa jazdy. Kot mnie nie zmotywował, dziecko i jego tata owszem. Jeżdżę więc i szlifuję umiejętności. Gdyby nie urlop nie udałoby mi się skończyć kursu, bo umówić się na jazdy w godzinach popołudniowych to jest wyczyn godny olimpiady. Tak więc mój czas wolny od pracy poświęciłam w całości na zdobycie nowej umiejętności. Trzymajcie kciuki! Mój syn znosi moje pomysły bardzo dzielnie i nie przeszkadza mamusi w czasie prowadzenia samochodu. Chyba, że jazdy trwają 2 godziny wówczas domaga się spaceru co też dostaj w drodze do domu :)
Urlop, urlop, prawo jazdy i tydzień wakacji prawdziwych to sama rozkosz. Niestety obowiązki zawodowe wzywają i za kilka dni wracam na ring. Muszę przed urlopem macierzyńskim zamknąć projekt i mam nadzieję, że uszystko zakończy się pomyślnie.
No i nie mogę się doczekać urządzania kącika dla maleństwa. Czas się tym zająć w nadchodzącym miesiącu :) Żeby mi zajęć nie zabrakło.
Może to ten instynkt wicia gniazda?

Brak komentarzy: