Ostatnimi czasy rozbrykałam się zupełnie. Lekka i przyjazna atmosfera w pracy, totalny rozgardiasz w domu i bujne życie towarzyskie sprawiły, że mentalnie ubyło mi ładnych parę lat. W tym miejscu czas pozdrowić wesołą kompanię, gdyż nie dość, że dzielnie znoszą moje towarzystwo, to jeszcze co poniektórzy czytają niniejsze słowa.
Jako, że ostatni weekend sierpnia trzeba zagospodarować z fantazją, w ramach młodzieńczej głupawki wybieram się na wycieczkę krajoznawczą. Padło na Świnoujście, po pierwsze ze względu na towarzyskie zobowiązania, a po drugie, tam mnie jeszcze nie było. Po drodze zatrzymam się w moim ukochanym Szczecinie i naładuję bateryjki pozytywną energią tego miejsca i ludzi, moich ukochanych "Szczecinek" bez których nie znalazłabym tegoż wspaniałego zakątka.
Co jest wspaniałego w Szczecinie? Dla mnie wszystko, od przyjaciół począwszy, przez architekturę miasta, atmosferę i mikroklimat skończywszy. Jest tam jakaś taka aura, która sprawia, że jak tylko pociąg przekracza Odrę, to mi skrzydła rosną u ramion i mordka mi się śmieje. Ależ ja muszę głupio wyglądać... Myślę więc, że jest to całkiem dobry wstęp do bardzo pozytywnego zakończenia wakacji (ja coś dziś mam wszystko od A do Z). Tak więc piątek szczeciński będzie, a w sobotę ruszam dalej... Ciekawa jestem niezmiernie co się będzie działo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz