Tak się złożyło, że w 20 tygodniu ciąży zostaliśmy
zaproszeni na ślub, chrzciny i wesele. Pan młody to stary znajomy mojego eR i z
zapałem szykowaliśmy się do tej imprezy. Przy okazji odżyły wspomnienia i pojawiły
się nieśmiałe nadzieje na odnowienie niektórych znajomości.
Miałam pewne obiekcje jak będę się czuła na takiej dużej
imprezie, a w zasadzie nie ja, a nasz maluch. Nie miałam pojęcia jak szkrab
zareaguje na głośną muzykę, jak długo ja będę się dobrze bawiła i kiedy
dopadnie mnie zmęczenie. O towarzystwo się nie martwiłam, bo skoro idziemy
razem i będziemy się bawili w niegdyś zgranej paczce, to zapowiadało się
fajnie. Jak się okazało nie pomyliłam się. Towarzystwo eR okazało się naprawdę
miłe, otwarte i co by nie mówić stęsknione za sobą. Sporo osób nie widziało się
całymi latami i zrobiło się sentymentalnie. Dołączyliśmy do grona „rodziców”,
choć nasz mały jest dopiero w drodze, to już został serdecznie przyjęty. Mogłam
do woli podziwiać maluchy znajomych, podpytać o to jak rosną i jak się rozwijają.
Fajnie, że nie tylko ja i dziewczyny cieszyłyśmy się brzuszkiem. Mnie równie wielką
radość sprawiło patrzenie na to jak dumny jest eR, jak jego koledzy cieszą się
jego szczęściem i jak wspólnie świętują. Oczywiście nasz mały skarb był tylko
epizodem, a najwięcej ciepła i serdeczności okazywano Młodej Parze. Gdy
maleństwa zostały oddelegowane pod opiekę babć i dziadków, rodzice mogli zacząć
się bawić na całego. Tańców było mnóstwo, choć ja musiałam się nieco bardziej oszczędzać,
nie poszłam w kankana, to eR się wyszalał. Cieszyłam się bardzo, że poza
zwykłymi napojami i alkoholami można było dostać koktajle bezalkoholowe i z
prawdziwą przyjemnością sączyłam swoje Mojito. Przy okazji tej imprezy eR
przekonał się również, że rzucenie palenia faktycznie mu wyszło, bo mimo, iż
skusił się na buszka, to równie szybko z niego zrezygnował. Balowaliśmy dłużej niż sądziłam, bo do domu
dotarliśmy już dobrze po trzeciej nad ranem. Okazało się, że nasz syn jest jak
najbardziej zwierzakiem imprezowym, przez całe wesele czułam się bardzo dobrze.
Mały razem ze mną i swoim tatą odsypiał grzecznie zabawę. Na śniadanko mama/babcia
zafundowała nam pyszny biały barszcz, tak więc napad głodu jaki miałam po
przebudzeniu został szybko zaspokojony. Cieszę się, że impreza była udana, cieszę
się, że stara przyjaźń nie rdzewieje, a ja poznałam nowych fajnych ludzi i cieszę się, że nasz młody czuje ducha
zabawy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz