poniedziałek, 4 czerwca 2012

Zwierzak imprezowy

Tak się złożyło, że w 20 tygodniu ciąży zostaliśmy zaproszeni na ślub, chrzciny i wesele. Pan młody to stary znajomy mojego eR i z zapałem szykowaliśmy się do tej imprezy. Przy okazji odżyły wspomnienia i pojawiły się nieśmiałe nadzieje na odnowienie niektórych znajomości.
Miałam pewne obiekcje jak będę się czuła na takiej dużej imprezie, a w zasadzie nie ja, a nasz maluch. Nie miałam pojęcia jak szkrab zareaguje na głośną muzykę, jak długo ja będę się dobrze bawiła i kiedy dopadnie mnie zmęczenie. O towarzystwo się nie martwiłam, bo skoro idziemy razem i będziemy się bawili w niegdyś zgranej paczce, to zapowiadało się fajnie. Jak się okazało nie pomyliłam się. Towarzystwo eR okazało się naprawdę miłe, otwarte i co by nie mówić stęsknione za sobą. Sporo osób nie widziało się całymi latami i zrobiło się sentymentalnie. Dołączyliśmy do grona „rodziców”, choć nasz mały jest dopiero w drodze, to już został serdecznie przyjęty. Mogłam do woli podziwiać maluchy znajomych, podpytać o to jak rosną i jak się rozwijają. Fajnie, że nie tylko ja i dziewczyny cieszyłyśmy się brzuszkiem. Mnie równie wielką radość sprawiło patrzenie na to jak dumny jest eR, jak jego koledzy cieszą się jego szczęściem i jak wspólnie świętują. Oczywiście nasz mały skarb był tylko epizodem, a najwięcej ciepła i serdeczności okazywano Młodej Parze. Gdy maleństwa zostały oddelegowane pod opiekę babć i dziadków, rodzice mogli zacząć się bawić na całego. Tańców było mnóstwo, choć ja musiałam się nieco bardziej oszczędzać, nie poszłam w kankana, to eR się wyszalał. Cieszyłam się bardzo, że poza zwykłymi napojami i alkoholami można było dostać koktajle bezalkoholowe i z prawdziwą przyjemnością sączyłam swoje Mojito. Przy okazji tej imprezy eR przekonał się również, że rzucenie palenia faktycznie mu wyszło, bo mimo, iż skusił się na buszka, to równie szybko z niego zrezygnował.  Balowaliśmy dłużej niż sądziłam, bo do domu dotarliśmy już dobrze po trzeciej nad ranem. Okazało się, że nasz syn jest jak najbardziej zwierzakiem imprezowym, przez całe wesele czułam się bardzo dobrze. Mały razem ze mną i swoim tatą odsypiał grzecznie zabawę. Na śniadanko mama/babcia zafundowała nam pyszny biały barszcz, tak więc napad głodu jaki miałam po przebudzeniu został szybko zaspokojony. Cieszę się, że impreza była udana, cieszę się, że stara przyjaźń nie rdzewieje, a ja poznałam nowych fajnych ludzi i cieszę się, że nasz młody czuje ducha zabawy.

Brak komentarzy: